Strona Główna
Aktualności
Strona szkoły
Dyrektorzy szkoły
Biogramy
Wspomnienia absolwentów
Absolwenci
Sztandary
Poezja i pieśni
Filmy
Deklaracja
Gnieźnieńskie linki
prof Boleslaw Kasprowicz
2011-03-01

Profesor Bolesław Piotr Kasprowicz (1895-1982)

 
      Bolesław P. Kasprowicz urodził się dnia 2 grudnia 1895 r. Gnieźnie Jako syn znanego przemysłowca i działacza społecznego Bolesława Michała Kasprowicza i Ewy z domu Bachmat-Rudlickiej. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Gnieźnie. W 1904 r. rozpoczął naukę w gimnazjum gnieźnieńskim. Jak sam pisze w swoich wspomnieniach, „wiódł żywot beztroski hulaki małego nicponia”, co spowodowało że Rodzice przekazali go do ks. Damsa, który zajmował się wychowaniem chłopców prywatnie. Bolesław pobierał w Rawiczu naukę w tzw. szkole obywatelskiej, czyli szkole podstawowej z językiem francuskim. Pobyt tam okazał się jednak „niewypałem”, wobec czego 1906 r. dalszą naukę rozpoczął w tzw. Pedagogium w Ostrowie pod Wieleniem, mieszczącym się w magnackiej rezydencji Sapiehów. Od 1910 do 1912 r. kolejną szkołą była w Bydgoszczy (obecnie Liceum im Staszica), najbardziej z germanizowanym z miast Wielkopolski.
         Toteż już w 1911 r, jako uczeń 6 klasy, włączył się do pracy w tajnym Towarzystwie Tomasza Zana. Dla Kasprowicza rozpoczęło się nowe życie w konspiracji, którego hasłem była walka z wrogiem, wzajemne kształtowanie się i zaprawianie się w harcie i odporności. I właśnie wówczas, gdy znalazł cel w życiu-w 1912 r. wrócił na życzenie Rodziców do Gniezna, by rozpocząć praktykę w firmie Ojca. W tym czasie wyjeżdżał za granicę: do Londynu, Antwerpii i Berlina, Właśnie w Berlinie, w czasie miesięcznego pobytu, nawiązał kontakt z kolegami studentami z Gniezna i zaczaj uczęszczać na wykłady z literatury polskiej prowadzone przez Aleksandra Brücknera. Ta sytuacja sprawiła, że postanowił nadal walczyć z rodzicami by nie zostać tzw. juniorem w firmie, lecz by podjąć studia ekonomiczne. Okres I wojny światowej był dla B. Kasprowicza jego sprzymierzeńcem. Zwolniony, po znajomości , w Gnieźnie ze służby w wojsku niemieckimi musiał opuścić miasto.
         Dla „poratowania zdrowia” przebywał w kilku sanatoriach, przygotowując się w tym czasie do zdania matury. Droga do dalszej nauki była otwarta. Bolesław Kasprowicz czas spędzony na studiach w Berlinie w łatach 1916-1918, podzielił między naukę i pracę społeczną. Studiował na dwóch fakultetach: studia ekonomiczne na Uniwersytecie w Wyższej Szkole Handlowej. Działał społecznie w Towarzystwie Naukowym Polaków w Berlinie, którego prezesem był wówczas Wojciech Korfanty, oraz w organizacji samopomocowo-charytatywnej „Bratnia Pomoc”. Uczestniczył też w pracy wychowawczej, polityczno-narodowej wśród starszego wychodźstwa oraz w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”.
         Po ukończeniu studiów Kasprowicz powrócił do Gniezna, podjął pracę w firmie Ojca, lecz nie uchylił się od pracy społecznej; wstąpił do Sokoła, w którym działał w Berlinie i żył wydarzeniami Wielkopolski dążącej do wolności. Miał szczęście być w Poznaniu W dniu 27 grudnia 1918 r. świadkiem wybuchu powstania wielkopolskiego. Po krótkiej pracy w charakterze kierownika Ekspozytury Ministerstwa Przemysłu i Handlu w Poznaniu wstąpił do szkoły obserwatorów-lotników na Ławicy k. Poznania, skąd rozkazem generała Dowbora-Mościckiego, dowódcy armii wielkopolskiej został zwolniony ze służby w lotnictwie wojskowym ze względu na stan zdrowia. Z ogromną radością podjął jesienią 1919 r. studia w wolnym już Poznaniu, na pierwszym polskim uniwersytecie. Zapisał się na Sekcję Ekonomiczną Wydziału Prawno-Ekonomicznego Uniwersytetu Poznańskiego.
        Po zdaniu egzaminów zapisał się na seminarium doktorkie u prof. Edwarda Taylora. Wśród kolegów seminaryjnych byli m.in. Józef Rzóska, Antoni Skowroński i Józef Zajda - późniejsi profesorowie Akademii Handlowej w Poznaniu. Stadia nad przygotowaniem pracy doktorskiej „Przemysł spirytusowy b. dzielnicy pruskiej w okresie etatyzmu” trwały do maja 1922 r., kiedy to, po dwukrotnym referowaniu pracy na seminarium, prof. E. Taylor pracę odebrał Nowo promowany dr Bolesław Kasprowicz, w związku z trudną sytuacją w kraju, ostrą inflacją, a tym samym kłopotami w firmie Ojca związanymi z utratą płatności obrotowej i trudnościami płatniczymi postanowił osobiście pokierować firmą, by jak najszybciej odzyskać równowagę finansową. Po doprowadzeniu do sanacji przedsiębiorstwa „junior” postanowił rozpocząć życie na własny rachunek, Był już wtedy żonaty z Izabellą von Poeppinghausen. W Wielkopolsce miał kłopoty z uzyskaniem stosownej pracy, ponieważ nadal wszyscy wiązali go z firmą Ojca. Wobec takiej sytuacji Bolesław Kasprowicz wy- jechał do Warszawy, gdzie podjął pracę prokurenta w oddziale warszawskim Zachodnio-Polskiego Zjednoczenia Spirytusowego „Zachospi”, gdzie polecono mu zorganizowanie działu zakupu i transportu dla polskiej spółki dzierżawnej w Turcji
       Po załamaniu się działalności spółki w Turcji zaproponowano Kasprowiczowi zorganizowanie Placówki eksportowej spirytusu z Gdańska. Po rozeznaniu sytuacji na Wybrzeżu dr Kasprowicz stwierdził,. że jego rola w te branży została zakończona. Był to lipiec 1930 r. W ówczesnej Polsce zaczynał narastać kryzys gospodarczy, który dał się również odczuć na rynku pracy inteligencji ekonomicznej. Bolesław Kasprowicz, nie mając powiązań z sanacją miał zatem trudności ze znalezieniem pracy.
    Dzięki zbiegowi okoliczności nawiązał kontakt z Czesławem Peche, dyrektorem gabinetu ministra przemysłu i handlu, którym wówczas był inż. Eugeniusz Kwiatkowski, twórca Gdyni i całego polskiego odcinka morskiego. Toteż gdy zaproponowano mu objęcie stanowiska dyrektora tworzącej się instytucji „Rady Interesantów Portu w Gdyni” - propozycja została przyjęta z dużym entuzjazmem Dr Kasprowicz objął swą nową funkcję w grudniu 1930 r., dzięki której związał się z morzem i Gdynią na cale życie.
        Bolesław Kasprowicz, działacz i publicysta w zakresie gospodarki morskiej, mający inklinacje naukowo-badawcze, stwierdził, że należałoby szkolić narybek ludzi morza, prawników, transportowców i praktyków gospodarki morskiej. Oświadczył, że swoją pracę dydaktyczną uważa jedynie za przerwaną i że jego starania pójdą w kierunku powołania na Wybrzeżu specjalistycznej wyższej uczelni ekonomicznej.
           Tragiczny wrzesień 1939 r. zmusił Kasprowicza do opuszczenia Wybrzeża. Pod obstrzałem niemieckim, przez zatłoczone szosy dotarł do Łubna w powiecie łęczyńskim, gdzie u swoich krewnych przebywała już jego żona. Będąc honorowym konsulem Rumunii, postanowił jednak po paru dniach pojechać do Warszawy. Został zatrzymany w Milanówku, gdzie działała już komenda niemiecka. Na podstawie przedstawionych dokumentów konsula wydano Kasprowiczowi przepustkę do Poznania, a w Poznaniu uzyskał przepustkę do Gdyni. W tym czasie gestapo aresztowało nieomal całą inteligencję gdyńską Bolesław Kasprowicz skorzystał więc z rady przyjaciół i zgłosił się jako konsul honorowy Rumunii do komendanta ,,zie1onej”policji niemieckiej o wyrażenie zgody na wyjazd z Gdyni. Po wielu perypetiach przez Bydgoszcz i Poznań dotarł do Warszawy.
        W czasie krótkiego pobytu w Poznaniu dowiedział się, że jest poszukiwany i że grożą mu represje nie tylko za Gdynię, ale również za udział w powstaniu wielkopolskim. W Warszawie, dzięki pełnej znajomości języka niemieckiego i zdolnościom organizacyjnym Kasprowicz nie tylko zaczął zarabiać na chleb dla swojej rodziny, ale pewną część zysku przekazywał na cele społeczne i dla potrzeb podziemia. W połowie 1942r. za pośrednictwem Tadeusza Ocioszyńskiego skontaktował się z docentem Uniwersytetu Poznańskiego dr Władysławem Kowalenką Po odbyciu zasadniczej rozmowy Kasprowicz przyłączył się do organizowanego w. Instytutu Morskiego przy Tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich w Warszawie .Praca instytutu Morskiego trwała do wybuchu powstania warszawskiego. Studiowało na nim łącznie 53 studentów, w tym na pierwszym roku 26. Byli później czołówką kadry menadżerskiej polskiej gospodarki morskiej.
         W październiku 1944 roku po upadku powstania Kasprowicz przeszedł przez Front Mokotowski i obóz w Pruszkowie dotarł do Piotrkowa Trybunalskiego. Tam doczekał się zakończenia II wojny światowej. niezwłocznie zgłosił się w Warszawie do grupy operacyjnej „Związku Wodniaków” i zajął się werbowaniem studentów Instytutu Morskiego na wyjazd na Wybrzeże. Pierwsza grupa wyruszyła z Warszawy 20 marca 1945, i dotarła do Gdańska 30 marca jeszcze pod obstrzałem cofających się wojsk niemieckich – by niezwłocznie objąć służbę ochrony portu gdańskiego. Druga grupa studentów dotarła na Wybrzeże w kwietniu 1945 r. Bolesław Kasprowicz mógł być dumny z przyjętej w instytucie wychowawczej, polegającej na budzeniu w młodych zapału dla sprawy Polski nad morze. marcu 1945 r. dr Kasprowicz zatrzymał się na krótko w Gnieźnie, by w następstwie nieżyjącego już ojca uruchomić rozgrabioną fabrykę (w/g książki „Byłem juniorem” czekał na powrót dyrektora i plenipotenta Ludwika Sławskiego aby móc wyjechać do Gdańska). Na wniosek dyrekcji Państwowego Monopolu Spirytusowego włączył się do zlikwidowania czarnego rynku spirytusowego i uruchomieniu legalnej produkcji. W maju 1945 r. prof. dr hab. Józef Górski rektor reaktywowanej Akademii Handlowej w Poznaniu, zamierzając stworzyć w uczelni ośrodek myśli gospodarki morskiej, zaproponował dr Kasprowiczowi objęcie wykładów z ekonomiki transportu i zorganizowanie już w roku akademickim 1946/47 Katedry Transportu. Dr Bolesław Kasprowicz powołany na zastępcę profesora Akademii Handlowej w Poznaniu. podjął wykłady w semestrze letnim 1945 r. z zaznaczeniem, że o ile na Wybrzeżu zostanie powołana wyższa uczelnia o specjalizacji ekonomiczno-morskiej to przejdzie do niej.
          Zorganizował nowo powstałą katedrę, uważając że, związki Wielkopolski z gospodarką morską są bardzo ścisłe, wymieniając przykładowo chociażby udział regionu jako eksportera i importera morskiego, zaopatrzenie przemysłu gospodarki morskiej, współpracę Międzynarodowych Targów Poznańskich gospodarką morską i udział Wielkopolan w rozwoju życia gospodarczego Wybrzeża, nie mówiąc o konsumpcji ryb morskich i morskim przemyśle wczasowym, a co za tym idzie-zajęcie się szlakami-komunikacyjnymi Wielkopolski z Wybrzeżem morskim. Dla mieszkańców śródlądowego Poznania była to tematyka mało znana, a interesująca, toteż seminaria prof. B. Kasprowicza cieszyły się dużym zainteresowaniem. Po ustabilizowaniu się stosunków w Szczecinie rektor Górski powołał w tym mieście filię poznańskiej Akademii Handlowej.
         W związku z tym prof. Kasprowicz w końcu 1945 r. rozpoczął również w Szczecinie prowadzenie wykładów dla tamtejszych studentów. Zaczęła się więc dla niego stała wędrówka w trójkącie Poznań (z odskocznią do Gniezna) - Szczecin - Gdańsk, gdyż od października 1945 r. rozpoczęła działalność uczelnia, która 17 sierpnia 1946r. rozporządzeniem ówczesnego ministra oświaty została powołana o nazwie Wyższa Szkoła Handlowa w Gdyni. W 1947 r. jej siedziba została przeniesiona do Sopotu, a uchwałą Rady Ministrów z 3 maja 1952 r. uznana za uczelnię państwową i przemianowana na Wyższą Szkołę Ekonomiczną. Nawał obowiązków powodował czasem komiczne sytuacje, np. będąc w Poznaniu, a przed podróżą do Szczecina, Profesor nie wiedział, jaka będzie tam pogoda, tak więc zabezpieczał się, nakładając na futro tzw. prochowiec który miał go chronić przed deszczem. Jednego razu do gabinetu poznańskiej AH przyszedł znany geograf prof. dr hab. Florian Barciński, ubrany w eleganckie czarne futro, z kołnierzem z wydry wigińskiej. Zastał profesora Kasprowicza nakładającego na sportowe futro ów prochowiec i z dużą dozą humoru powiedział: „Bolo, wyglądasz jak komiwojażer”, na co dr Kasprowicz nie został dłużny i z miejsca odpowiedział: „A ty wyglądasz jak zamożny handlarz dywanami”.
       Obaj profesorowie często wymieniali swoje naukowe poglądy, gdyż geografia gospodarcza którą zajmował się prof. F. Barciński, bliska była zainteresowaniom prof. B. Kasprowicza. My, asystenci, często byliśmy świadkami podobnych wesołych sytuacji, co wpływało na serdeczną współpracę z Profesorem. W Poznaniu zatrudnieni byli w Katedrze: Jan Hołowiński (obecnie profesor AE w Poznaniu), Jerzy Giedymin (późniejszy profesor Brighton Uniwersity) i pisząca te słowa.
         Po przejściu na emeryturę Profesor utrzymywał stały kontakt z Uniwersytetem Gdańskim, prowadząc wykłady i seminaria.. Udzielał też konsultacji magistrantom i doktorantom również w mieszkaniu prywatnym w Sopocie przy ul. Pułaskiego 4. Danym mi również było brać udział, wraz z prof. Janem Hdłowińiskim, w delegacji poznańskiej Akademii Ekonomicznej na czele z prof. Józefem Górskim w pogrzebie Profesora na cmentarzu katolickim w Sopocie w dniu 13 grudnia 1982 r. żegnało Go społeczeństwo Wybrzeża przedstawiciele nauki z całej Polski wychowankowie i licznie zgromadzeni przyjaciele wygłoszone przemówienia żałobne uświadomiły jeszcze raz zasługi Profesora dla ukochanego Wybrzeże i polskiego morza. 
                                                                                                                                
                                                                                                                prof. Urszula Hofmann
czytaj więcej
separator
Wspomnienia ze zjazdu
2010-11-20


 

 

Powspominajmy trochę

Prof. Wojciech Stankowski

Dzwonił dziękując za piękne chwile wzruszeń . Jadąc nie wyobrażał sobie że może być tak pięknie. Najbardziej wzruszony był pamięcią o ojcu którą odczuwał w każdej rozmowie z kolegami absolwentami różnych roczników.

Stanisław Pietrowski emerytowany nauczyciel geografii

Z przyjemnością obejrzałem w starej szkole miejsce gdzie był gabinet geografii. W nowej szkole pierwsze kroki skierowałem właśnie do gabinetu geografii i Sali tradycji. Moja sugestia aby gabinet geografii nazwać imieniem Prof. Antoniego Stankowskiego

Teresa- rocznik 1969, 11A, wych. prof. S. Gawrych

Zebraliśmy sie w starej naszej szkole w piątek. Najstarszy rocznik ..matura 1947´´ miał tabliczkę...
reszta się szukała...nas było 13..powitanie..radość..zwiedzanie klas..wspomnienia każdego inne i miłe. U było nam lat ..cieszyliśmy się jak wtedy.
Z prof. byli Kaniowie...oboje
Woźniakowa Stacha--nie zmieniła się...
"Wachu" od matemy-- z humorem i dowcipami...
"Kaziu" Dąbrowski od w--f  też ..pogodny...
reszta to "młodzi"...już nie z naszych lat..

Z orkiestrą wojskową z Powidza przeszliśmy na rynek--tam parada i krótki koncert orkiestry był ...oczywiście poczet sztandarowy...na czele..goście ...władze miasta ...i my--gwarni..rozgadani..."KAREJĄ " się szło..( ul. Chrobrego )

Następnie złożenie kwiatów przed pomnikiem B. Chrobrego... i uroczysta msza w katedrze ...... ale jaka !!!

Nie byłam na takim "schow" ....sorry za określenie...ale coś niespotykanego :
- główne drzwi otwarte
- 12 księży....absolwentów naszego Lo 16 w "asyście"
- proboszcz katedry..to nasz uczeń ..rocznik 47´´ Kasprowicz...
- chór 50 osób..nasz szkolny
- skrzypce
- flet
i orkiestra wojskowa----te lśniące, złote trąby, dźwięk...akustyka ......... jakby do niebios droga była otwarta,
oświetlenie....wyjątkowe...
z boku... wielka tarcza naszego Lo...i wizerunek..patrona..
Rozdane kartki do wspólnego śpiewu...mała próba śpiewu przed mszą...stworzyła klimat....tego co było potem, ale to trzeba było ZOBACZYĆ PRZEŻYĆ.... opowiedzieć nie można.
Wzruszenie wielu.
2 godziny uczty duchowej trwało do godz. 20.00

Przemarsz następnie pod nową siedzibę szkoły.....nie byłam...bo " nasi " urwali się na zajęcia w "grupach", które trwały ponoć do rana...
To było w piątek...

W sobotę spotkaliśmy się po 9 rano...by w nowej szkole odebrać wizytówki...materiały ..itd.

akademia uroczysta trwała od 10..g do 12.30...przemówienia..i piękne widowisko...tzw. część artystyczna przygotowana przez młodzież...z udziałem aktorów, byłych naszych absolwentów..np. Krzysiek Bień...z seriali "M - jak miłość", gdzie grał rolę mecenasa...

obiad + kawa na Chrobrego u Pietraka była wspólna... 3 wielkie sale,
potem znowu zajęcia w grupach
szykowanie się na bal... trwał od 20.00 do 5 rano...nie byłam...

W niedziele spotkaliśmy sie na obiedzie o 13.00... juz w grupie 12 osobowej...dojechał mój mąż...
i dalszy ciąg opowieści. wrażeń...
Atmosfera b. mila, koleżeńska...wielu prof. jest wśród nas...każdy po imieniu sobie mówił--niezależnie od rocznika...
- syn "Pomidora, Wojciech Stankowski... prof. geologii ...dowcipkował o ojcu..a już staruszek....
Radości nie da sie opisać..trzeba to przeżyć...

Następny zjazd za 5 lat.....Trzeba być na nim...bo jak nas określono..z "ORLIKÓW" NA ORŁÓW ...wyrośliśmy....

Staszek Majcherkiewicz Calgary

Szkoda, ze nie mieliśmy sposobności porozmawiać  "luźniej" podczas Zjazdu. Jakoś tak wszystko przebiegło (dla mnie przynajmniej) jak w jakimś śnie czy wirtualu jakimś. Nawet nie miałem czasu, aby obejrzeć z całą pewnością ciekawe wystawy i inne prezentacje.Nie mówiąc właśnie o "pogadaniu".

Może za 5 lat wiec...




 

 

 

 

czytaj więcej
separator
znalezionych: 67 na 14 stronach
poprzednie   4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14   dalej
Wszystkie prawa zastrzeżone absolwent.gniezno.pl 2008r.